22 kwietnia 2010

Dzień trzeci...

15. 03. 2010


Dziś upływa pod znakiem niepokoju. Niepokój to uczucie, które można porównać do czekania na egzekucję – pomijając fakt, że egzekucja się nie odbywa. Teoretycznie to dobrze, praktycznie sprawia to, że czas niepokoju jest niczym nie ograniczony. Napięcie. Często można usłyszeć od ludzi jakieś głupie rady, w stylu „weź się w garść”, „wystarczy się nie przejmować”. Jeśli usłyszysz takie słowa, znaczy to, że masz do czynienia z człowiekiem ograniczonym, z takim, który „nie rozumie”. Od razu możesz oszczędzić sobie tłumaczenia mu swojego problemu i powodów, dla których nie możesz po prostu wziąć się w garść – nie pojmie tego.
Ludzie prości wciąż wierzą, że człowiek to tylko i wyłącznie wola. Że jego decyzje są całkowicie swobodne, niczym nie zdeterminowane. Najgłośniej jak tylko mogą domagają się kary śmierci za bestialski gwałt – ale nikt nie zada pytania, jak to się stało, że człowiek upadł tak nisko, żeby dojść do zbrodni? Jak wyglądało jego życie, jak on się czuł, dlaczego to zrobił? Co można zrobić, żeby zapobiec kolejnym gwałtom? Przecież nie gwałcą ludzie szczęśliwi. Spełnieni, syci ludzie nie popełniają morderstw. Nie wrzeszczą na wszystkich dokoła. Nie chodzą wewnętrznie rozdygotani, niepewni siebie, targani tak silnymi żądzami i sprzecznymi emocjami, że nie potrafili się powstrzymać od zbrodni.
Tak tak, nie dostrzegamy cierpienia „winnych”. Oni już zostali osądzeni, niegodni. A przecież świat nie jest czarno-biały. Nie dzieli się na katów i ofiary. Świat jest złym, okrutnym miejscem, w którym trzeba swoje zacisze mieć albo wywalczyć. Albo polec i cierpieć. Społeczeństwo odpowiedzialne, w którym ludzie naprawdę pragną być szczęśliwi i wiedzą, jak to osiągnąć, to takie, w którym rozumieją proces, który doprowadza do tzw. „zła”. I potrafią w tym procesie dostrzec swój udział, zauważyć moment, w którym dołożyli cegiełkę do kolczastego brzemienia pewnego człowieka. Świadomie lub nie. Nikt nie jest bez winy. Nikt nie jest czysty. Tylko w gestii naszej dobrej woli leży zrozumienie psychologicznych podstaw działalności człowieka i postępowanie tak, by korzyść była ogólna.
Potoczne rozumienie tzw. „dobra” i „zła” to nieporozumienie. „Dobro” ani „zło” w ogóle nie istnieją. To puste pojęcia, stworzone po to, by siebie można ustalić na dokładnie drugim końcu skali, niż winnego. Największa zbrodnia każdej religii to dzielenie, m. In. na dobro i zło. To pozbawione znaczenia pojęcia, jak plus nieskończoność i minus nieskończoność w matematyce. Ani jedno ani drugie fizycznie nie istnieje, jest hipotezą ludzkiego umysłu. Istnieje za to dokładnie calutkie spektrum wartości między nimi. Dokładnie tak samo jest z dobrem i złem – skrajności nie istnieją, są odcienie, na dodatek migoczące różnymi barwami, zależnie od której strony się spojrzy.
Ponadto należy zdawać sobie sprawę, gdy patrzymy na mordercę, znienawidzonego prze cały świat, że oto - „to mogłem być ja”. Bo mogłeś. Po prostu stało się inaczej. To, że siedzisz teraz i czytasz w spokoju ducha, nie jest wynikiem twojego świadomie dobrego zachowania. Jesteś zdeterminowany, nie całkowicie, ale w dużym stopniu.
I zawsze, gdy zobaczysz anty-wzór, zastanów się, jak do tego doszło. Jak on się czuje. Co musiałoby się stać, byście mogli zamienić się rolami. Poczuj ból jego życia – przecież tylko o czucie w tym wszystkim chodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz