22 kwietnia 2010

Dzień szósty...

22. 04. 2010


Tematem dnia dzisiejszego jest uroda. W pewien dość (bardzo) luźny sposób łączy się ten temat z miłością. Co sprawia, że ktoś nam się podoba? Oczywiście, na pierwszym miejscu będzie czysta biologia, wynikające z ewolucji przychylniejsze spojrzenie na zdrowe włosy, czystą skórę, odpowiednią budowę, ładne zęby – objawy dobrej kondycji, którą trzeba zapewnić potomkom. Jednak to nie wszystko. Spełnienie warunków natury biologicznej awansuje nas tylko do poziomu możliwości, opcji ewentualnej kopulacji. Wielu ludzi spełnia te podstawowe założenia. Ale my jednak patrzymy głębiej.
Jeśli chodzi o masowe bóstwa urody, spełniają one pewnie perfekcyjnie biologiczne założenia. Jest jednak pewien zgrzyt – dlaczego ludzkość przeszła od kultu kobiety mocno zaokrąglonej do kultu kobiety szczupłej? Dlaczego ciała musiało ubyć? Jest to jawny sprzeciw wobec faktu, że kobieta dobrze zbudowana dobrze sobie radziła w życiu.
Freud rozróżniał w człowieku dwa przeciwstawne popędy – Eros, siłę życiową, popęd seksualny, witalność, twórczość, oraz Tanatos, pęd ku śmierci, wolę zniszczenia, popędy destruktywne. Jeśli przyjrzeć się kwestii tłustości kobiecego ciała w kontekście czasów obowiązywania danych kanonów, można wysnuć ciekawy wniosek – im społeczeństwo jest bardziej syte, tym kobieta ma być chudsza.
W kontekście freudowskim można to zinterpretować tak – bogactwo, sytość społeczeństwa, wyznacza poziom spełnienia wymogów Eros. Dziś ludzie mają wszystko, o nic nie muszą walczyć, wszystko jest na wyciągnięcie ręki, walczymy już tylko o lepiej – bo lepsze wrogiem dobrego. Eros jest spełniony, Tanatos jest nienasycony. Kobieta musi być chuda, bo będąc taką, spełnia ludzkie pragnienie ku śmierci. Jest sama bliżej śmierci, nie przetrwałaby w naturalnych warunkach. Szczupłe ciało dzisiejszej kobiety jest symbolem woli śmierci.
Panuje przesyt. Walczymy dziś tylko o ciągłe lepiej, wciąż i wciąż jeden krok dalej. Ludzkość stałą się wynaturzeniem – w naturze panuje Chaos, który jest równowagą pomiędzy Życiem i Śmiercią. W naturze panuje ból i cierpienie, pospieszne spełnianie popędów, w obliczu Śmierci. My dekadencko machamy ręką na fakty świata naturalnego i bulwersuje nas śmierć czterdziestoletniego człowieka w wyniku błędu lekarzy. Osiągnęliśmy nieznany wcześniej naturze szczyt dekadencji – musimy sami niszczyć, by móc istnieć dalej, by tanatyczne moce nie przegrały z Życiem.
Świat jest paradoksalnie upadły przesytem Życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz