8 maja 2010

Jazz na kwasie...

Życie jest płytkie i puste. Tylko stojące tu i ówdzie błoto stwarza czasem pozory głębi (chyba sparafrazowałem Leca).


Nie czarujmy się - nie ma projektu, inteligencji, sensu, celu. Jest chaos, bzdura, absurd, popędy. Jak się gdzieś zbierze kupka takiego chaosu istnienia, powstaje kałuża błota, która przyciąga swoją "głębią". Jak człowiek, ze swoją "miłością, prawdą, dobrem, wiarą". Wielkie słowa, wielkie słowa - a tu pospolitość skrzeczy.


Cóż nam pozostało, gdy wszystko nic warte? Eviva l'arte. Ostatnie wino, ostatni papieros, ostatnie promyki piękna - daru od chaosu, wyłowione z błota. Trochę pustego seksu, trochę pustych uczuć. I tyle naszego. Koniec końców i tak jest w nas więcej próżni między kwantami niż materii.


Ale wydaje się dość logiczne, by jednak złapać co się da. Choćby łyk wina, trochę dymu i jakiś ochłap nieświeżego, żółtego mięsa, którego nikt już nie chciał pocałować. I spojrzenie na "Madonnę" Muncha. Trochę jazzu na kwasie. Puste spojrzenie przez cały świat, spod czerwonej ściany.


Gdyby tylko nie trzeba było tyle błota omijać, byłoby nawet nienajgorzej.

3 komentarze:

  1. Pustka rządzi tylko wtedy, gdy pozwalamy na to...

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie jest tylko kwestia "pozwalania". Niezależnie od iluzji, w jaką uwierzymy, by poczuć się lepiej, nagi fakt pozostanie nagim faktem. Żaden wrzask nie przerwie ciszy, żaden ruch nie wzburzy wód. Bezsens, całkowite pozbawienie znaczenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze się przekonasz człowieczku. zapowiadam wrzask.

      Usuń