10 maja 2010

10. 05.2010


Czy iluzja, jaką sobie stworzymy, by poczuć się lepiej, faktycznie nadaje sens światu? Moim zdaniem jednak pozostaje iluzją, urojeniem, jest jak targający się w wodzie tonący – żaden ruch mu nie pomoże, i tak utonie. Możemy nadać sobie sens, jaki tylko chcemy, proszę bardzo – ale to będzie tylko zasłona, to, co jest za nią, nie zniknie. Za sensem urojonym będzie dalej pozbawiony sensu i znaczenia świat.
Jednak wypadałoby jednak nadać jakiś sens, wierzyć w „coś” – albo umrzeć. Czuć się dobrze lub nie istnieć – nie poza tym nie ma sensu. Co jednak, gdy mamy pewną mała wydawałoby się cechę umysłu – mamy problem z wiarą? Jeśli nasze oczy automatycznie przeszywają każdą zasłonę i gubią się w pustce? Jeśli żyjemy z natury zawieszeni w próżni, łapiąc okruchy znaczenia, karmiąc się iluzjami, których jest za mało? Cóż, mamy problem…
Ktoś, kto nie widział jeszcze pustki, którego wzrok nie wypala dziur w zasłonie, a on sam nigdy jej nie uchylił – nie wie nawet, o czym mówię. Nie zrozumie, nie poczuje.
Nie będzie wiedział, jak to jest łapać odłamki sensu, zatracać się w życiu, żeby coś poczuć. Nie będzie wiedział, co to znaczy, będąc wśród rozbawionych ludzi, w samym środku życia, czuć dotyk pustki. Patrzeć na koniec pustym wzrokiem na miejsce akcji – choćby odbyła się tam orgia stulecia. Tak bardzo bez znaczenia…
O tym nawet nie da się za długo pisać. To zbyt puste.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz