12 maja 2010

Dzień jedenasty...

12. 05. 2010


Odpłynąłem na jakiś czas. Ale oto jestem. Powracam niniejszym oficjalnie do radosnej teorii lekkiego życia. Bezsens bezsensem, a przyjemność z istnienia i tak można czerpać. Alternatywa między przyjemnością a cierpieniem nie jest zaś szczególnie skomplikowana.
Człowiek zdaje się zaginać rzeczywistość. Tak bardzo, że wiele zależy od samego spojrzenia. Wbrew ogólnej opinii to nie świat wpływa na nas, tylko my wpływamy na świat. To my interpretujemy bodźce. Wszystko trafia do nas takie, jakim to czynimy. Nawiązując do fizyki, umysł człowieka jest ogromną metafizyczną masą, która może zmieniać orbity ogromnych układów. Zaginamy rzeczywistość. Człowieka trwale smutnego trudno rozweselić, ponieważ jest nastawiony na odbieranie negatywów. Oczywiście, większość to chemia, ale to od naszej woli zależy, co zmienimy i jak ujrzymy. My jesteśmy siłą sprawczą.
Faktów nie ma. Są tylko interpretacje. Nic nie jest trwałą, solidną prawdą. To, że coś nas uwiera, nie znaczy, że to coś jest złe. To znaczy, że źle patrzymy. A jeśli nie chcemy spojrzeć inaczej, możemy odwrócić się i odejść. Wszystko jest zależne od nas, świat jest naszą kukiełką. Modelujemy wszystko, nic o tym nie wiedząc. A przecież możemy choć trochę przejąć kontrolę…
Nie ma złych wydarzeń. Są wydarzenia, które odbierzemy jako złe. Trzeba pracować nad swoim postrzeganiem. Przecież człowiek nastawiony na zło upadnie pod pierwszym ciosem. Potem będzie tarzał się w ziemi. Trzeba zmienić perspektywę.
Praca nad swoim postrzeganiem jest żmudna i wymaga świadomości i woli. Ale opłaca się. Czyż nie jest kusząca perspektywa kontroli nad światem „faktów”?
Trzeba rozpalić w sobie Ogień, podtrzymywać go i w nim się przeistoczyć. To nasza piaskownica.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz