5 czerwca 2010

"Podłoga"

Leżał na podłodze. Imiona są tu nieważne, nigdy więcej się nie spotkamy – ważne jest, dlaczego leżał na podłodze. Ostatecznie udające drewno panele nie są najwygodniejszym miejscem do rozmyślań, jeśli pokój jest wyposażony w krzesło, a nawet łóżko. Tak proszę państwa, łóżko! Jednak opuszczone łóżko jest tutaj bez znaczenia.
Atmosfera pokoju nie nadawała się raczej do snucia jasnych rozmyślań nad pięknem świata. Panował półmrok poprzetykany czerwienią – zmyślny efekt czerwonych ścian, czerwonych rolet i czerwonego abażuru, w końcu czego się nie robi dla klimatu w swoim gniazdku. Oddychać też za bardzo nie było czym, gdyż tlen był wyparty papierosowym dymem, resztkami aromatu sandałowego kadzidła i subtelną wonią czerwonego wina, która jednak i tak ginęła w tym ciężkim powietrzu.
Leżał zaś na tej nieszczęsnej podłodze z przeładowania umysłu wieloma rzeczami, których nie mógł zrozumieć i nie chciał zrozumieć. Nic tak naprawdę nadzwyczajnego, ot siedzenie na krześle wydało się trywialne, a podłoga nęciła swoim chłodem i nieprzystępną twardością. Poza tym było w tym coś awangardowego, a zawsze lubił sprawiać kontrowersyjne wrażenie. Co prawda w pokoju nikogo innego nie było, ale któż powiedział, że nie można grać dla siebie samego?
Spróbujmy ujrzeć tę scenę z lotu ptaka – ujrzyjmy oczyma wyobraźni dwudziestoletniego chłopaka, leżącego płasko na plecach na ciemnobrązowej podłodze z paneli. Do krajobrazu należy dodać butelkę wina, dawno pustą oczywiście i oczy. Tak, oczy są tu najważniejsze. A były zmęczone i puste, puste jednak paradoksalnie, gdyż nicość ma za zadanie wywołać wrażenie głębi. Były więc głębokie, a puste.
Cóż można powiedzieć o takim człowieku? Z pewnością nie był banalny. Banalne nie były także jego myśli – od wielu dni miał marzenie, marzenie coraz bardziej rozpaczliwe i coraz bardziej bolesne. Oto do czego doprowadza nadmiar myśli – do marzenia o nieistnieniu.
Paradoksem jest – myślał sobie ów podłogowiec – że tyle ludzi umiera codziennie, a ja nie mogę. Jakby to było takie trudne. Może to jakaś wymyślna tortura psychologiczna, może będę cierpiał tak każdy dzień, a naprawdę jestem nieśmiertelny? To byłby z pewnością szczyt sadyzmu.
Podłogowcowi naszemu kochanemu znudziła się jednak podłoga, wstał i poszedł chwiejnym krokiem do kuchni. Tu więc kończy się nasze małe opowiadanie, oparte na roli kawałka podłogi w życiu kawałka człowieka. Nie wiem, co dalej z nim się działo. Wspomnij go kiedyś przy czerwonym winie, oddając swój umysł we władzę czerwonego półcienia.

1 komentarz:

  1. Well i've been here before
    sat on the floor in a grey grey room
    where i stay in all day
    i don't eat, but i play with this grey grey food
    desole, if someone is prayin' then i might break out,
    desole, even if i scream i can't scream that loud
    i'm all alone again
    crawling back home again
    stuck by the phone again
    Well i've been here before
    sat on a floor in a grey grey mood
    where i stay up all night
    and all that i write is a grey grey tune


    Bardzo piękne. Pełno opisów i kolorów. Trochę jak Hemingway...

    OdpowiedzUsuń