5 czerwca 2010
Dzień czternasty...
Dziwność nad dziwnościami. Spójrzcie na świat z perspektywy wieków. Ujrzycie miasto złożone z domów, sklepów, bloków, ulic, torów, samochodów, latarni, śmietników. Spróbujcie skonfrontować ten obraz z życiem jednego człowieka, człowieka, który jest taki jak wy, ma osobowość, ma świadomość, rozumie. I pomyślcie, że wszystko to zostało zbudowane przez zbieraninę, przez masę, takich właśnie jak Wy ludzi.
Czyż to nie dziwne? Ot jak powstało miasto. Ktoś walnął se lepiankę tu a nie gdzie indziej, inni postanowili zamieszkać obok. Potem lepianki zmieniły się w chaty, przypełzły ulice, latarnie, samochody, sklepy i śmietniki. Oto i wszystko. Nie było wielkiego planu, nie było celu, sensu i znaczenia – po prostu ludzie, tacy jak Ty, żyli sobie. Pałętali się to tu to tam, tu zbudowali blok, tam hipermarket. Po co? Nie wiadomo. Oni nie wiedzą. My nie wiemy. Nikt nie wie. Absurd.
I każdy człowiek żyje ot tak sobie. No bo co ma robić? Absurd absurdem, a żyć jakoś trzeba. Że bez sensu, wołacie? I co? Co to za argument? Wszystko było bez sensu, a jakoś było i jest. Może nawet będzie.
Ot i właśnie życie. Toczy się niepostrzeżenie, nieuchwytnie. Jest jak coś, co porusza się zbyt wolno byśmy mogli zauważyć ruch patrząc ciągle, lecz jak odwrócimy na chwilę wzrok, już jest gdzie indziej. A może jednak nie? Nie wiadomo.
Jest więc życie ślimakiem świata – ledwo się toto rusza, a jak się nagle rozpleni i rozpałęta to nagle wszędzie będą ślimaki. Pół biedy jak takie ładne, duże, ze skorupką, może nawet białe. Ale przyjdą też te czarne i grube, obślizgłe, ohydne i ogólnie fe. Nawet kulturalnie skonsumować się takie nie dadzą. No ale są, co zrobić?
A Ty? Jakim rodzajem ślimaka jest Twoje życie? Może ślimak nie potrafi obejrzeć się za siebie, żeby stwierdzić, czy ma skorupę, czy nie? To by było takie ludzkie. Nawet tego nie wiadomo. Ale cóż. Taka karma.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz