7 czerwca 2010

"Noc była jasna"



Noc była jasna, przejrzysta, a jednocześnie tak mroczna jak tylko księżycowa noc potrafi być. Blade cienie snuły się pod chodniku, przywołując skojarzenia onirycznych widm i duchów, drżąc i uciekając przed spojrzeniem. Powietrze pachniało jesienią – deszczem, spalenizną, ziemią. Nie lubiła tej mieszaniny, kojarzyła jej się z grobem. Szła szybko, schowawszy ręce w kieszeniach czarnego płaszcza, wpatrzona wprost przed siebie, a stukot jej obcasów rozbrzmiewał echem wśród nocnej ciszy.
W lewej kieszeni miętosiła papierek po czekoladowym batoniku – dowód dietetycznej zbrodni, jakiej dopuściła się w nocnym sklepie. Chciała kupić jeszcze czekoladę, na później, ale sprzedawca patrzył na nią jak na intruza i potencjalnego złodzieja, więc się speszyła. Pomyślała, że to straszne, nie móc nawiązać kontaktu z przypadkowo spotkanym człowiekiem – jakby noc dzieliła umysły, nasilała podejrzenia.
Śpieszyła się – bynajmniej nie dlatego, że ktoś na nią czekał. Mieszkała sama, w niewielkiej kawalerce w starym bloku a la PRL. To było uciekanie od, a jednocześnie uciekanie przez – od nocy i przez noc, z cienia w cień. Już trzecia lampa zgasła, gdy się do niej zbliżała – tajemnicze zjawisko. Serce biło, słyszała je w tej ciszy. Wydawało się, że nie ma nic poza nocą, ale okna ziały podejrzeniem. Wydawało jej się, że z każdej szklanej dziury w mijanych blokach wyzierają czujne, złe oczy, lustrując każdy jej ruch. Nie udawało jej się uchwycić żadnego, patrzące stworzenia szybko umykały gdy tylko odwracała głowę.
Przydrożne drzewa mruczały tajemniczo, wiatr szeptał w żywopłotach, ale najgorsze były kroki. Wiedziała, że to tylko echo wydawane przez jej własne buty, ale niepokój kazał jej się co raz oglądać. Nikogo nie było. A jednak…
Obejrzenie się w lęku za siebie ma tę cechę, że zabiera nam widok z przodu. Nie możemy obserwować naraz całej okolicy, zawsze widzimy tylko fragment. Poczuła tylko uderzenie i przestała czuć.


***


Znaleziono ją nad ranem. Byłby to świetny obraz z lotu ptaka – szary bruk, czarny płaszcz, długie blond włosy i obnażająca brutalną prawdę czerwień. Nie zabrano jej nic, nawet papierka po batoniku. Dołączyła do nocnych cieni, jako jedna z gasnących przed nosem lamp.

1 komentarz: