12. 06. 2010
Skąd wiesz, że człowiek, z którym się przyjaźnisz, nie byłby w czasie drugiej wojny światowej mordercą, zabijającym automatycznie, machinalnie masy Żydów, za pomocą kurka od gazu? Albo enkawudzistą strzelającym jeńcom w tył głowy nad rowem w głębokim lesie? A może byłby pilotem, który zrzucił atomową bombę na Hiroszimę? A może on by ją wynalazł? Albo uzbroił?
Nie wiesz? A widzisz, to niedobrze.
A kim ty byś był? Ha? Kim? Myślisz sobie, że pewnie raczej niewinną ofiarą, niż katem? A skąd pomysł, że ofiary były niewinne? Wiele ofiar najpierw było katami. Wiele niedoszłych ofiar stało się katami, by nie stać się ofiarami. Może kradłbyś złote pierścienie z tłustych paluchów obżartych trupów?
Myślisz sobie – o co ci chodzi, jestem niewinny. Ależ jesteś, jesteś winny. Winny jak ja i jak wszyscy. Ci co byli, ci co są, ci co będą. Wszyscy jesteśmy katami i ofiarami. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku – naszej smutnej egzystencji.
A teraz idź i zastanów się nad własną winą.
12 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz